Wczoraj wieczorem czytałam sobie Granicę Nałkowskiej i wpadłam na pewien ciekawy pomysł. Znaczy się, miałam już go tak od ósmego roku życia, ale dopiero teraz zdecydowałam się wyjść z propozycją do odpowiednich osób. Znaczy, wczoraj napisałam znajomym w esie. Dziś, albo jutro roześlę maile do firm produkujących drukarki. Ale do rzeczy.
Generalnie chodzi o to, by zaczęto drukować książki z fosforyzującymi literami. Ze względu na to, że litery byłyby z deka jasne, warto by je drukować na czarnym papierze. Wtedy możnaby je czytać zarówno w dzień, jak i w nocy. Czytałoby się to przyjemnie. Z pewnością taka technologia przydałaby się osobom ze światłowstrętem oraz geekom, którzy z pewnością docenią terminalowe barwy literatury i możliwość czytania nocą bez przeszkadzania osobom postronnym. Jak na razie pozostaje czekać. A nuż ktoś wprowadzi to w życie…