piatkosia2010 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2010

Nie jednemu z was zdarzyło się, że dostał plik tekstowy o innym kodowaniu niż ma ustawione w systemie czy z innego systemu o innym przedstawieniu znaku końca linii czy… Jednym słowem, wykrzaczony plik. Co z takim zrobić? Ano najłatwiej otworzyć go w przeglądarce internetowej. Nie trzeba edytorami kombinować. W razie czego, skopiować tekst z przeglądarki i wkleić do edytora tekstu. To jest imho najszybsza metoda na przekonwertowanie go. (Aj znowu ten haos).

Obecne mikroprocesory „liczą” dwójkowo. A co by było gdyby wprowadzić trzeci znak? Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym. Postanowiłam spisać nawet najgłupsze wariacje na ten temat. Szczerze, zastosowanie „trzeciej wartości” wymusiłoby przebudowę elektroniki (jej uproszczenia tak nawiasem), co wiązało by się z kosztami. Jak ktoś chce pokombinować, można takie zachowania emulować programowo, ale niestety z 50% utratą zasobów.

Wartość trzecia, minuspierwsza albo jak ją tak zwał (przykładowe zastosowania):

  • * Coś nie branego pod uwagę, ale istniejącego (jak gen recesywny w biologii)
  • * Coś nieoznaczonego lub zależnego od sytuacji (albo przyjmuje 0 albo 1. Pomocne przy randomizacji)
  • * Wartość sterująca w przypadku sieci neuronowych
  • * Może być wartością znakową w liczbie (w systemach wachadłowych* na przykład).
  • * Mógłby być to wildcard binarny (odpowiednik „*”,”?”czy „%”, który mógłby przyjmować wartości 0 lub 1)

Trzecia wartość mogłaby być używana tylko w niektórych przypadkach.

Mogłaby też być używana do liczenia systemu trójkowego, co zmniejszyłoby zapotrzebowanie na pamięć wyniku. W elektryce jest możliwe użycie +, – i 0, przy zastosowaniu prądu zmiennego. Obecnie prąd jest konwertowany tak, że + czy – to 1 a 0 to 0.

Jest jedno ale. -1 albo 2 nie ma odbicia w logice boolowskiej, ani w żadnej innej. Prawda, fałsz, co jeszcze? Co mogłoby osiągnąć dodatkową wartość? W myśleniu abstrakcyjnym byłoby „nie wiem”, „chyba”, „zależnie od” albo co kolwiek. Oby nie. No jakby kompy zaczęły myśleć abstrakcyjnie, mogłyby przejąć kontrolę nad wszechświatem i wytłuc życie, ulepszać same siebie i… i… i… A poczytajcie sobie literaturę SF i wyobraźcie sobie co mogłoby się stać.

*Systemy wachadłowe, są to niepozycyjne systemy liczbowe, o ujemnej podstawie systemu.

Za co uwięziliście informację?
Co wam zrobiła, że zamknęliście ją?
Ukryliście przed oczami, które chciały ją zobaczyć.
Ukryliście przed głowami, które chciały ją przeanalizować.
Czy dlatego, że jej ujawnienie jest nie w interesie jednostek?
Czy dlatego, że jej ujawnienie jest w interesie całej społeczności?
Wstydźcie się władze.
Za zamknięty kod źródłowy.
Za tajne zdjęcia na serwerach NASA.
Za ustawy, które przeszły poza naszymi oczami po tragedii smoleńskiej.
Za książki zatrzymane przez cenzurę.
Za wiadomości, które nie ukażą się nigdy w TV.
Za to wszystko, co nie zostało ujawnione, bo ktoś miał w tym interes.
Za wszystko co tajne przez poufne.
Poza tym, nie dziwię się, że są jeszcze osoby, które chcą o tą wolność walczyć.
„wolności o którą nikt nie zawoła, bo ktoś nas przekona swym ciepłym głosem”
Tylko że oni są wrogami publicznymi numer jeden. Ich się kara. Przecież wiadomo, że kto za dużo wie, jest niewygodny dla władz co nie?
„To nie czołgi wyszły na ulicę,
lecz ty niewyszedłeś wtedy z domu.
Gdy było jeszcze o co krzyczeć,
Gdy było jeszcze krzyczeć komu…”

Poza tym, nie tylko władze. Są jeszcze korporacje, banki….
I kij wie co jeszcze.
Moim zdaniem, należy im się szacunek. Nie władzy, nie adminom, nie służbom specjalnym, nie utajającymi wynikami badań instytutami naukowymi.
Dobra starczy na dziś.

Cytaty pochodzą z piosenki „Klatka” M. Lechowicza

Dobra, w
końcu to napiszę. Czuję się cholernie zagubiona. Nie wiem czemu. Jakbym żyła w
2 światach, a oba są dla mnie cholernie obce. Nie wiem kim jestem, a tym
bardziej kim chciałabym być. Chwilami się boję samej siebie. Do tego dochodzą
toksyczne myśli o przyszłości i wyrzuty że przeszłość zmarnowałam. Przepraszam
wszystkich, których zawiodłam. Chciałabym uciec, ale się nie da. Bo niby gdzie?
Poza tym uciec też się boję.

Mówi się
trudno. Zmarnowałam swoje życie. Za późno by je naprawiać. Nie mam już nadziei.
Najgorsze jeszcze przede mną, a ja już nie mam sił.

Do tego ta
świadomość, że świat idzie do przodu a ja stoję w miejscu. Żyję tylko tym co
było…. Tym co mnie jeszcze bardziej dobija. Take my fear and change it…

W każdą noc z
31 grudnia na 1 stycznia przepłakuję, gdy inni się bawią. Tak żal mi kolejnego
zmarnowanego roku. A przecież miałam możliwości. Znów jak Małysz zganiałam na
„wiatr”, czymkolwiek by nie był. Zawsze szukam wymówek, zamiast wziąć się do
roboty. Brak mi motywacji? A może raczej celu?

 

„Wiele lat
się czeka aby znaleźć swoje miejsce.

Wiele lat się
szuka miejsca które da ci to szczęście.”

 

Ja chyba
jeszcze nie znalazłam. Nie mam nawet siły szukać. Chciałabym zakończyć ten
rozdział w swoim życiu, ale brnę w niego dalej, zamiast grzecznie zamknąć ten
rozdział w historii. Piszę to ze łzami w oczach, ale kij. Niech sobie idzie.

Dobra idę.

 

„A teraz  śpij i zapomnij o tym

Co widziałeś,
co słyszałeś co przeżyłeś i

Pomyśl że to
sen, że to w cale nie działo się

Tak będzie
lepiej.

Śpij

***

Brak komentarzy

Już mówię. Powyżej umieszcze 2 posty, które napisałam wcześniej, ale będąc offline. Teraz je tylko wkleję.
Co u mnie?
- ITCamp odwołany
- Atmosfera na listku się psuje
- Podejrzewają u mnie zespół Aspergera
- Zostałam przyjęta na Uniwersytet Zielonogórski na Wydział Elektroniki Informatyki i Telekomunikacji na informatykę.
Zmieniłam nr. tela, ale nowego nie rozdaję. Jak co, oba działają.

Hmm

1 komentarz

Z
pamiętnika pracowniczki obwodowej komisji wyborczej

Miałam
okazję pracować w takiej w te wybory. Chciałabym się podzielić
tym, co się tam działo.

Praca
komisji zaczyna się na długo przed wyborami. Szkolenia, sprawdzenia
lokalu etc. W dniu wyborów meldujemy się wcześnie rano. Część
jedzie po karty, raporty i inne szpargały, część (w tym ja)
otwiera lokal, rozwiesza rozporządzenia, i tak dalej. Potem, jak już
przyjadą tamci, zaczyna się ponowne przeliczanie kart do głosowania
(hmm, nie wiem jak tej komisji z telewizji wynik nie zgadzał się aż
o 12 kart. My liczyliśmy 3 razy, bo nam się wynik o 1 kartę nie
zgadzał). Po przeliczeniu każdą z kart się stempluje. To trochę
trwało, bo mieliśmy tylko jedną pieczątkę. Po tym (a może
raczej w trakcie) otwieramy lokal wyborczy. Tak rano jeszcze ruchu
nie ma, więc możemy kontynuować swoją pracę. O godzinie 8, 13 i
17 podajemy frekwencję do gminy. A w międzyczasie dowodzik, podpis
na liście (jak ktoś był z zaświadczeniem to wpisanie go), wydanie
karty. Niektórzy robili problemy, bo chcieli wejść bez
jakiegokolwiek dokumentu ze zdjęciem, bo podobno w ubiegłe wybory
mogli. No ale nasza komisja działała zgodnie z przepisami.
Pozdrawiam pana przewodniczącego, który był nieugięty w
egzekwowaniu tego przepisu. W międzyczasie kawka, herbatka,
ciasteczka… ale to na zapleczu. Jest taka zasada, że przynajmniej
3 osoby muszą być przy stole. Reszta tak naprawdę przy małym
ruchu może nawet iść/jechać do domu na obiad. A w ogóle to ekipę
mieliśmy fajną. Szło pogadać (a częściej posłuchać) o
wszystkim. Także czas zleciał naprawdę miło i szybko. Człowiek
się nawet nie spostrzegł, że to już 20 i trzeba zamknąć lokal i
przeliczyć głosy. Może zanim o tym, co w trakcie wyborów.

Frekwencja
nie była zbyt duża. No mieliśmy coś koło 60%, liczyłam na
więcej szczerze mówiąc, ale lepiej dla nas, było mniej pracy.
Niektóre chwile były sweet. Na przykład, jak zagłosowała
najstarsza kobieta w naszym obwodzie (96 lat), albo jak przychodzili
rodzice z małymi dziećmi i to one swoimi maleńkimi rączkami
wrzucały głos. Pewnie nie za bardzo wiedziały co się dzieje, ale
jestem pewna, że gdy dorosną, też będą chodzili na wybory. Nawet
spalić głos (tzn uczynić go nieważnym. Sama tak zrobiłam w 2
turze). I tak do 20 można było głosy oddawać. Ale jak kolejka
jeszcze jest, trzeba ją dokończyć. Także nie wiem jak to się
stało, że ludzie zostawali wyproszeni z kwitkiem, mimo że czekali
godzinami. Prawidłowo powinno odbywać się to tak. Ktoś z komisji
staje o 20 na końcu kolejki, a wybory toczą się aż do tej osoby.
Następnych już się nie obsługuje.

Ostatni
głos oddany, 20.02, podchodzę z przewodniczącym, komisyjnie
otwieramy urnę sprawdzając, czy nie jest naruszona. Kluczyk, ciach
i głosy lądują na podłodze. Dokładnie na podwyższeniu, które
normalnie jest sceną. Podchodzą pozostali członkowie, którzy byli
zajęci liczeniem frekwencji (liczyli podpisy na listach). Zaczynamy
dzielić głosy na kupki (wg kandydatów), potem po 10 je dzielimy,
rzędami po 10 dziesiątek. Tak łatwiej liczyć. Następnie jeszcze
raz przeliczamy (każdy bierze dziesiątki „wygenerowane” przez
kogo innego i sprawdza raz jeszcze czy jest ich 10, czy są z naszą
pieczątką, i czy nie są nie tego kandydata co pozostałe karty na
kupce). Potem podajemy wynik i sprawdzamy, czy ilość kart wyjętych
z urny jest równa ilości kart wydanych (podpisów na liście).
Liczymy też karty niewydane. Mieliśmy je poukładane po 50,
przeliczyliśmy rano, więc tylko liczymy „końcówkę”.
Oczywiście nigdy nie jest tak pięknie, że wyjdzie za 1 razem. Hmm
a ciekawe czemu ci z TV zostawili różnicę 12 kart bezpańsko. No i
przechodzimy do raportu. Najpierw piszemy je tradycyjnie na papierze,
ile uprawnionych, ile kart wydano, głosy ważne, nieważne, ile na
kogo było głosów itd. Następnie pani przydzielona przez urząd (z
poza komisji koniecznie) przeklepuje dane do „kalkulatora
wyborczego”, my podpisujemy wydruki, jeden wywieszamy w oknie.
Zbieramy wszystko, zaklejamy w koperty, podpisujemy je (co tam jest i
nasze parafki), stemplujemy i wrzucamy do worka którym przyjechały
karty do głosowania. Zamykamy lokal, wychodzimy i na tym się nasza
praca kończy. Nie wiadomo co TAK NAPRAWDĘ dzieje się z naszymi
głosami później. Oficjalnie idą dalej, ale nie mam żadnych
gwarancji. Wiem, że na etapie obwodowych komisji wyborczych wszystko
jest dokładnie i uczciwie. A co dalej? Wiem że wyniki idą oprócz
drogi papierowej przez sieć, i że idą po sslu generowanymi przez
kalkulator wyborczy binarkami. Pewnie jakoś zbiorczo. Raporty idą
dalej, do gminnych a potem okręgowych komisji, następnie co
centralnej. Ale czy raporty są prawdziwe? Ja drodze papierowej ani
sieciowej nie wierzę niestety. W sieci może każdy zmodyfikować, a
drogą papierową idzie z rąk do rąk, tworzone są zbiorcze, ktoś
przecież może wyniki „zmodyfikować”. Mogłabym nawet posunąć
się do stwierdzenia, że to co my robiliśmy być może nie jest w
ogóle brane pod uwagę. Dobra, bo jakieś czarne myśli mnie
nachodzą. Tak czy inaczej.

  1. Na
    poziomie obwodowych komisji wyborczych wszystko jest pięknie
    ładnie, wszyscy sobie patrzą na ręce, nie ma przekłamań (nie
    wiem jak u innych, ale u nas tak było)

  2. Nie
    wiadomo co z głosami dzieje się dalej. Karty zostają w gminie i
    nie idą dalej. A raporty… no cóż. Przecież przechodzą przez
    ludzkie ręce, a człowiek istotą myślącą jest. A jak wiadomo,
    Polacy lubieją kombinować.

Nie
wiem jak wy, ale ja na następne wybory pójdę. Chciałam sprawdzić,
czy na najniższym szczeblu są one demokratyczne i mogę sobie dać
głowę za to uciąć.


  • RSS