Dobra, w
końcu to napiszę. Czuję się cholernie zagubiona. Nie wiem czemu. Jakbym żyła w
2 światach, a oba są dla mnie cholernie obce. Nie wiem kim jestem, a tym
bardziej kim chciałabym być. Chwilami się boję samej siebie. Do tego dochodzą
toksyczne myśli o przyszłości i wyrzuty że przeszłość zmarnowałam. Przepraszam
wszystkich, których zawiodłam. Chciałabym uciec, ale się nie da. Bo niby gdzie?
Poza tym uciec też się boję.

Mówi się
trudno. Zmarnowałam swoje życie. Za późno by je naprawiać. Nie mam już nadziei.
Najgorsze jeszcze przede mną, a ja już nie mam sił.

Do tego ta
świadomość, że świat idzie do przodu a ja stoję w miejscu. Żyję tylko tym co
było…. Tym co mnie jeszcze bardziej dobija. Take my fear and change it…

W każdą noc z
31 grudnia na 1 stycznia przepłakuję, gdy inni się bawią. Tak żal mi kolejnego
zmarnowanego roku. A przecież miałam możliwości. Znów jak Małysz zganiałam na
„wiatr”, czymkolwiek by nie był. Zawsze szukam wymówek, zamiast wziąć się do
roboty. Brak mi motywacji? A może raczej celu?

 

„Wiele lat
się czeka aby znaleźć swoje miejsce.

Wiele lat się
szuka miejsca które da ci to szczęście.”

 

Ja chyba
jeszcze nie znalazłam. Nie mam nawet siły szukać. Chciałabym zakończyć ten
rozdział w swoim życiu, ale brnę w niego dalej, zamiast grzecznie zamknąć ten
rozdział w historii. Piszę to ze łzami w oczach, ale kij. Niech sobie idzie.

Dobra idę.

 

„A teraz  śpij i zapomnij o tym

Co widziałeś,
co słyszałeś co przeżyłeś i

Pomyśl że to
sen, że to w cale nie działo się

Tak będzie
lepiej.

Śpij