piatkosia2010 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

Jak się okazuje, ludzie także używają czegoś w rodzaju SYN, SYN/ACK, ACK w komunikacji codziennej.
I możemy nawet wyróżnić 2 „metody” takiego zachowania.
1) gdy z kimś jesteśmy na codzień ( w uproszczeniu: jesteśmy pod jednym dachem)
2) gdy widzimy się sporadycznie (nie mieszkamy ze sobą)

Rozpatrzmy przypadek pierwszy. Jest to standardowe wołanie
-Kaziu!! [SYN]
(cisza)
-Kaziu!! [SYN]
(cisza)
-No Kaziuuuu!! [SYN]
- Co chciałeś? [SYN/ACK]
- Słuchaj. Blablabla (zaczyna nadawać) [ACK] i prawidłowa transmisja.

Teraz drugi. Standardzik
- Siemka, co tam? (lub podobnie) [SYN]
- A wszystko ok (odpowiedź że nie jest ok, występuje tylko w przypadku bliższych kontaktów, jeśli ok nie jest). A tam? [SYN/ACK]
- Też ok [ACK]
Po tym się zaczyna normalna transmisja

Hmm. Ciekawe czy w przyrodzie jest tego więcej. Pomyślę.
Oczywiście rozmowy mogą wyglądać nieco inaczej, ale o to samo chodzi.

Tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego z okazji dnia kodera
W najbliższym czasie (jednak podanym w tygodniach, może miesiącach, ale na pewno nie dniach) zamierzam przenieść bloga. Tutaj praktycznie nie mam możliwości konfiguracji.
Będę miała okazję, do poprawienia błędów na blogu, oraz jakiejś porządnej edycji. Przy moim łączu cieszyłam się, że mogłam wkleić tekst i cieszyłam się, jeżeli ów tekst rzeczywiście się załadował (połączenie przerwane w trakcie blablabla czy inne błędy w stylu nie można wyświetlić strony).
Teraz zmieniam miejsce zamieszkania (na akademik w Zielonej) i dzięki temu, nawet iplus przyśpieszy (aczkolwiek postaram się jakiegoś lokalnego providera poszukać, z tym że będę musiała się na wszelki wypadek nauczyć tunelowania).
Także, największy problem przestanie być problemem. Niestety ilość wolnego czasu drastycznie się zmniejszy. Nie będę już mogła wysługiwać się moją rodzinką hehe;). Będę musiała chcąc nie chcąc zacząć „dorosłe” życie.
Tak czy inaczej, za niedługo postaram się przenieść blog na inną stronę, wraz z importem wpisów. Kiedy to nastąpi, nie wiem.
To tyle na dziś.


No cóż, jestem blondynką ze wszystkimi konsekwencjami tego. Dnia 8.09.2010 zaplanowałam sobie kompilację jajka. Więc 7 cały dzień (no prawie) ciągłam z kernel.org source najnowszego stabilnego jajka. 9 przystąpiłam do kompilacji, czytając wcześniej sporo na ten temat. Idąc za radą jednego z bardziej doświadczonych kolegów (na forach też pisało podobnie) zaimportowałam .config z poprzedniego jaja. No i podołączałam, to co trzeba (reszty nie ruszając, to była moja dziewicza kompilacja przecież). Skąd wiedziałam co trzeba? Ano miałam takie źródła:

  • - programik hardinfo (system information) i wygenerowany przez niego raport w html’u
  • - wyniki ze strony http://kmuto.jp/debian/hcl/ po wklejeniu wyniku polecenia # lspci -n
  • - wyniki komendy lspci -k >sprzęt
  • - wyniki komendy lsmod >moduły

No i make xconfig. Pluł się że nie mam qt, więc zainstalowałam, korzystając z synaptica. Dlaczego? Ponieważ nie chciałam już się wgłębiać jakie pakiety są mi potrzebne. ctrl+f i jazda.
Po instalacji komenda już działała prawidłowo. To co zobaczyłam trochę mnie zdziwiło. To na prawdę mogę zdecydować co mój system będzie obsługiwał i jak będzie działał? Hmm, ale co oznaczają te wszystkie wpisy?
I tak ktoś z tytułem Technika Informatyka dowiaduje się, że na temat własnego sprzętu wie relatywnie niewiele. Zaznaczyłam tyko to, co mi wyszło z wyników powyżej, nie zmieniając nic poza tym (no przecież config powinien dziaałać).
No to zabieram się za kompilację. Jako że bezpieczniej było zrobić to debian-way (mam debian lenny, mam w zasadzie używać jedynie stable, bo jestem początkująca, wolę by ktoś wcześniej miał podobne problemy), wydałam w terminalu komendę

fakeroot make-kpkg –initrd –append-to-version=-piatkosia kernel_image kernel_headers

No i poczekałam sporo czasu. I zonk. Skubaniec wypluwał coś takiego na konsolę.
====== making target debian/stamp/install/linux-image-2.6.35.4 [new prereqs: ]======
This is kernel package version 11.015.
echo „The UTS Release version in include/linux/version.h”; echo „       „” „; echo „does not match current version:”; echo „       „2.6.35.4″ „; echo „Please correct this.”; exit 2
The UTS Release version in include/linux/version.h
       „”
does not match current version:
       „2.6.35.4″
Please correct this.
make[1]: *** [debian/stamp/install/linux-image-2.6.35.4] Błąd 2
make[1]: Opuszczenie katalogu `/home/piatkosia/Desktop/jajo/linux-2.6.35.4′
make: *** [linux-image] Błąd 2

No ładnie. Pewnie coś popsułam. Zastanawiałam się tylko co. Próbowałam jeszcze raz kompilować, zmieniać ustawienia, przenosić źródła do /usr/src, co ja jeszcze kombinowałam. No dobra, po 6 kompilacji odpóściłam. Byłam offline, znikąd pomocy, przecież ludzi nie będę budzić. Kogo nie pytałam, dawał mi standardową odpowiedź admina nr 1 (przypomnę: „U mnie działa”), albo proponował mi przejście na windows (którego z resztą również używam, jako że chcę wyrobić w sobie niezależność od platformy systemowej).

Nadszedł 9.09. Postanowiłam zapytać na kanale. (Czemu nie zapytałam wyszukiwarki? Chodzi o jakieś nawiązanie kontaktu. Tak to jest chwilę o czym mówić, i ktoś poczuje się chwilę potrzebny. Sama lubię pomagać innym jak coś wiem. Następnie zajrzałam do google. Po przeleceniu x tematów okazało się, że wina nie leży w błędzie kompilacji, a w pakiecie kernel-package, konkretnie w jego wersji 11.015. Znalazłam w sieci patch na ten problem.
No to zassałam http://ubuntuforums.org/attachment.php?attachmentid=150800&d=1269121765 ten pliczek i zrobiłam to co napisali.
apt-cache policy kernel-package
cd /usr/share/kernel-package
 sudo cp -v ruleset/misc/version_vars.mk{,.orig}
sudo cp -v ruleset/targets/common.mk{,.orig}
patch -p1 -i /home/piatkosia/Desktop/kernel-package-11.015-2.6.34.patch.txt
No i ten sam błąd. Jak na złość.
Nic, tylko weszłam na debian org i skorzystalam z wyszukiwarki pakietów i pobrałam wersję dla sida chyba czy squeze (or sth). Link bezpośredni do pakietu poniżej:
http://ftp.pl.debian.org/debian/pool/main/k/kernel-package/kernel-package_12.036_all.deb

To rozwiązało powyższy problem i miałam już upragnione pliki deb z kernelem oraz headersami. Na virtualnej działały, odbębniłam więc zwycięstwo, nie będąc świadomą, że zabawa dopiero się zaczyna, a jej wynik będzie dopiero za 2 dni.
No to jak działa, heja $su
hasło: (nie było tu nic widać)
ścieżka# dpkg -i *.deb
Nie chciało mi się pisać nazw. Miałam tylko 2 debpaczki w folderze, więc to w zupełności wystarczyło.
Paczki się zaistalowały, reboot, kernel panic.
No jasne, to było do przewidzenia. No ale kto powiedział, że tak szybko uda mi się to prawidłowo zrobić? Ale się nie poddam. Kartka, długopis, zapisałam to co wypluwał kochany dmesg. Jako że nie lubię obrazków przy ładowaniu, nie mam nigdy żadnego splasha przy bootowaniu.
Brzmiało to mniej więcej tak „Unable to mount root fs on unknown-block(0,0)” i miało związek (jak przeczytałam) z błędami w bootloaderze.
Patrząc na wpisy w /boot/grub/menu.lst (bo mnie straszyli że grub2 jest ciężki w konfiguracji, wybieram 1 przy instalacji) zobaczyłam, że w linijce z nowym kernelem (konkretnie w 2 linijkach, bo 1 na single)
nie ma wpisu o initrd. No to kaplica. Nie mam sieci, czekam do jutra. Nadszedł już 10 dzień.
Wbiłam ja w sieć, w celu poszukiwania wszelkich informacji o tym. Przy okazji dowiedziałam się co to jest i do czego służy. To coś działa w ramie, zwiększając użyteczność jaja, dołączając do niego moduły i takie tam. Pełno info w sieci na ten temat. Nie będę się rozpisywać. Znalazłam w końcu komendę, która mi go wygeneruje.
 mkinitrd -o /boot/initrd.img-2.6.35.4
Ojć… bash: mkinitrd: command not found
No tak. Ładnie
No ale nieustraszona linux-userka wykonuje komendę as root
apt-get install mkinitrd

no i co widzę?
Czytanie list pakietów… Gotowe
Budowanie drzewa zależności       
Odczyt informacji o stanie… Gotowe
E: Nie udało się odnaleźć pakietu mkinitrd

Faaajnie, zajebioza. Już traciłam nadzieję, ale odruchowo wykonałam mk[tab][tab]
efekt:
mkbimage          mkfs.cramfs       mkinitramfs-kpkg  mkswap
mkboot            mkfs.ext2         mkisofs           mktemp
mk-build-deps     mkfs.ext3         mklost+found      mktexfmt
mkdir             mkfs.ext4         mkmanifest        mktexlsr
mke2fs            mkfs.ext4dev      mk_modmap         mktexmf
mkfifo            mkfs.minix        mknod             mktexpk
mkfontdir         mkgraticule.py    mkocp             mktextfm
mkfontscale       mkhybrid          mkofm             mkzftree
mkfs              mkindex           mkpasswd          
mkfs.bfs          mkinitramfs       mksmbpasswd       

yyy ten mkinitramfs wygląda conajmniej podejrzanie. No to manem go. Okazuje się, że właśnie tego szukam. Więc wykonałam

mkinitramfs -o /boot/initrd.img-2.6.35.4
No teraz tylko edycja /boot/grub/menu.lst i powinno banglać.
(dopisanie przy jajkach linijki
initrd          /boot/initrd.img-2.6.35.4
)
No i reboot.
No jasny gwint. Nie będę za każdym razem czekała 10 minut aż mister Debian łaskawie się odpali.
Komunikat w trakcie waitania był mniej więcej taki. (napisałam sobie na kartce)
Begin:
running /script/local-top…blablabla
FATAL: Could not load /lib/modules/2-6…/modules.dep
Begin: waiting for root file syetem.
Szukałam błędu. Niby wina initrd. Dalej więc szukam. Ale nie to okazało się przyczyną.
Po prostu konfiguracja z 2.6.26.2 nie bardzo lubiała się z 2.6.35.4 no i wiecie, mogłam sobie modyfikować, ale jak DEPRACHED (czy jakoś tak) spotykały się z EXPERIMENTAL, musiały się gryźć. Chodziło o obsługę dysków pewnie.
Mamy już 11 dzień. Znowu szukam problemu. Okazało się, że wina leży zaś nie po mojej stronie, a po stronie konfigów kernela tamtego. Jak leciałam „od nowa”, on domyślnie i tak ją brał.
Rozwiązanie znalazłam na stronie http://kernel.xc.net/ tam dowiedziałam się jak powinien wyglądać config, że domyślnie bierze stary, a jak chcemy nowy, to jest on w
folder_z_source/arch/x86(lub inna architektura)/configs
tam są pliki dla 32 i 64 bitowej konfiguracji. I taką ścieżkę w xconfie podajemy żeby wczytał.  Dodajemy/modyfikujemy co trzeba według informacji podanych wcześniej. Zapisujemy do pliku .config w folderze ze źródłami, kompilacja jak powyżej. Instalacja paczek i śmiga. Żadnego czekania.
Szkoda tylko, że moje stery nvidii nie chcą się przeinstalować dla nowego kernela. Z tym że wszyscy mają problem. Widziałam jedno rozwiązanie, które polegało na modyfikacji kodu. Spróbuję go w najbliższym czasie. Na razie korzystam z iksów z driverem nvidii na starym jaju, a przed wejściem na nowe zmieniam na nv. No cóż, openGL i compiz fusion na nowym jajku to dopiero przyszłość. Na razie cieszę się z tego co mam.
Chciałabym podziękować tym, którzy służyli mi radą w tym trudnym dla mnie czasie. W szczególności (podaję nicki pod jakimi te osoby się pojawiają na #listekklonu):

  • -drummachinie
  • -lzsk’owi
  • -nikowowi
  • -kodxowi
  • - i tym co mieli podobny problem i dzięki nim znalazłam wpisy w sieci.


No dobra, sporo tego. Na szczęście już koniec. Operacja zakończona powodzeniem.
Cieszę się że nie poszło mi od razu. Sporo się nauczyłam. Wiecie jakie to fajne uczucie? To jak wejść na szczyt góry, czy latarni. Można użyć windy, wyciągu, kolejki, czego tam jeszcze. Ale można wejść na pieszo. Widoki te same, ale satysfakcja większa. Kurka, poniosło mnie lekko.

Mam zamiar koło listopada założyć radyjko. Nazwa jak w temacie, może się zmieni. Bynajmniej nie będzie ono przesycone muzyką. Znaczy będzie muza, ale chciałabym żeby sporo gadania było. Tematyka będzie mniej więcej wiadoma, ramówkę się w trakcie ułoży. Ale raczej będziemy nadawać w popołudnia i weekandy. Postaram się zapraszać na „antenę” ciekawych ludzi. Może znajdą chwilę czasu, kto wie. Jak wstępnie pytałam ludzi, czy by dołączyli coś od siebie, byli na tak. I mam takie pytanie. Czy ktoś z Was chce dołączyć?
Główne zagadnienia
- Wolność
- Prawda
- Open Source
- Bezpieczeństwo
- IT ogólnie
- Może trochę filozofii raz na kiedyś.

Postanowiłam opisać jeden programik, który mi ułatwia życie. A mianowicie APTonCD.
Jako że jestem dialupowa, zależy mi na tym, by mieć aktualizacje offline. Oczywiście mam dostęp do /var/cache/apt/archives. Wystarczyłoby zostawić ją i nie formacić. Jednak jest pewien problem. Po czasie zbiera się ich trochę, są też starsze wersje… Dlatego wykonanie dpkg -i *.deb (bo istnieje tam podfolder partial i nie ma się instalować) nie jest najlepszym pomysłem. Poza tym: są tam też programy, które tylko testowaliśmy, a w nowym systemie nie potrzebujemy tego. W programie tym zaś wybieramy, czy chcemy załączać starsze wersje czy też nie (domyślnie się nie załączają). Możemy wybrać, czy ma zachować zależności, wybrać nazwę pliku i rodzaj nośnika. Ciekawą opcją jest dodanie meta-pakietu, używanego przez managera pakietów apt-get i pochodnych (synaptic, aptitude, gdebi, i inne). Obsługa programu jest intuicyjna. Program pobiera automatycznie paczki z /var/cache/apt/archives , możemy także dodać te, które są w innej lokalizacji za pomocą sporego buttona „dodaj pakiet”. Jeżeli pakietów okaże się zbyt dużo, to nam ładnie podzieli. Następnie zostanie wygenerowany plik iso, który można normalnie wypalić. Po wypaleniu dodajemy do repo jak inne płytki (zwykle robię to synaptic’iem).

No więc tak. Planuję w roku 2011 również zorganizować ITCamp (wiem, miałam tego nie robić, ale …).
Koncepcja się lekko zmieni, podobnie jak czas trwania. Miejsce też może się zmienić, o ile ludzie będą chcieli.
Nadal będzie można uczestniczyć w imprezie dopiero od 16 roku życia. To pozostaje bez zmian. Osoby młodsze będą mogły tylko pod warunkiem, że wezmą ze sobą rodziców, lub inne osoby, przez nich wyznaczone, na piśmie oraz oświadczeniu, że nie my będziemy za nich odpowiadać.
Czas trwania to 2 tygodnie, ale będzie „elastyczny”. Co to oznacza? Ano tyle, że każdy będzie mógł w procesie rejestracji wybrać kiedy i na ile przyjeżdża. Wiadomo jak jest. Różne terminy pasują różnym osobom.
Kolejna sprawa. Postaram się, by w tym roku, termin nie pokrył się z innymi obozami i imprezami o podobnej tematyce. Miałam 3 zgłoszenia od osób, które właśnie z tego powodu podziękowały.
Co do trenerów, nie będziemy robili typowych „call of papers”. Każdy, kto ukończył 18 rok życia (no chyba ze znajdzie się ktoś młodszy), może zdecydować się nawet w ostatniej chwili, że chce się kawałkiem swojej wiedzy podzielić. No, chyba że ma jakieś wymagania co do sprzętu, to tak na miesiąc- dwa wcześniej, bo takie rzeczy trzeba załatwić. Organizacja w zeszłym roku trwała od lutego.
Co do koncepcji:
Oczywiście nadal króluje koncepcja, że nie płacimy nikomu za treningi etc. No, chyba że znajdziemy wystarczającą ilość sponsorów. Ale nie liczcie na cache. Co najwyżej zaświadczenie o wolontariacie wydamy. Jak się uda zebrać 16 osób, stworzymy stowarzyszenie ds. rozwoju IT w Polsce czy jakoś inaczej ładnie to nazwiemy. A co się ze stowarzyszeniem wiąże, każdy wie.
W tegorocznej edycji stawiamy na rodzinę i przyjaciół. Znaczy: jedziesz? Zabierz innych ze sobą. Ty się poczujesz bezpieczniej, mniej samotnie, zaś oni poznają, że nie ma się czego bać. Może dołączymy do zabaw z Informatyką również zabawy z elementami kryptografii czy tam zabaw terenowych (nawiąże się kontakt z jakąś drużyną harcerską w tym celu). Będziemy też mogli podszkolić swoje umiejętności dziennikarskie (no choćby po to, by lepsze arty pisać) czy pobawić się w kabaret (czas będzie), pokazując scenkę ludziom z zewnątrz. Czasu będzie wystarczająco dużo. Do tego jakieś dyskoteki/ogniska wieczorami w celu jeszcze lepszej integracji. No ja wiem, pozostając za oknem jest bezpieczniej, ale to jak lizanie lizaka przez papierek.
Cena: jak w roku ubiegłym będzie obejmowała tylko i wyłącznie zakwaterowanie i wyżywienie, z wyłączeniem alkoholu i będzie zależna od ilości dób hotelowych. Generalnie chodzi o to, żeby cenę spotkania ograniczyć do minimum.

Jeżeli macie jakieś pomysły dotyczące czegoś takiego, mówcie. Jestem otwarta. Zapraszam do współpracy osoby, które chciałyby pomóc przy organizacji całości. Mail, bez zmian. itcamp@interia.pl (czemu interia? Bo na gmailu już ktoś wykorzystał). W razie czego, szukajcie mnie na #listekklonu.

Podsumowanie poprzedniej edycji (która została odwołana w ostatniej chwili)
Dla mnie to było spore doświadczenie. Wiem ile się trzeba ponajeździć, pozałatwiać. Trochę tego jest. Przynajmniej już wiem, jak to się robi. Wszystko od strony organizacyjnej było dopięte na ostatni guzik.
Za czuwanie w gotowości chciałabym szczególnie podziękować.
- Gynowi. Chłopak się przygotował i w ogóle. Szczerze, nawet bym go o to nie podejrzewała. Szkoda, że w przyszłym roku raczej go nie będzie :(. No chyba że będzie wśród młodych przyszłych fachowców promował technologię swojej nowej firmy. W co wątpię, gdyż w dziale promocji raczej nie pracuje.
- Zespołowi Szkół w Witnicy. Sprzęt był już przygotowany do transportu, gdy dostali informację o tym, że nie będzie go po co transportować. Ale mimo wszystko, za gotowość należą się podziękowania.
- Mojemu wójkowi Marianowi Piątkowskiemu, który nie policzył mi kary za to, że „blokowałam” miejsca, które czekały na gości, którzy nigdy nie zostali przyjęci.
- Komeniuszowi, za wykonanie strony.
- A także wszystkich tych, którzy zaangażowali się w organizację niedoszłej imprezy.
Chciałabym przeprosić tych, którzy nie z mojej winy musieli trochę dłużej poczekać na zwrot kosztów.


  • RSS