Ano nie licząc załamki poniedziałkowej jest nawet spoko. Kadra zdaje się mieć pojęcie o czym gada, grupa w porządku, każdego dnia poznaje się nowych, ciekawych znajomych. Co prawda w sieci siedzę mniej, ale zawsze jestem pod komą (preferuję SMS, nie licząc tych osób, z którymi już to przerabiałam. Zaznaczam, że wykonanie 1 czy nawet 2 telefonu to dla mnie dość silne przeżycie, a raczej za dużo ostatnio ich mam, dajcie ochłonąć) Jak co, nr możecie ode mnie dostać za pośrednictwem jabbera, maila, gg, tych co mój num mają (pozwalam rozdawać, ale tylko tym, którym osoba rozdawająca ufa i wie że głupoty żadne z tego nie wyjdą. Wystarczy mi głuchych telefonów czy durnych wygłupów od „zasterzeżonych”. Hmm, jeszcze jestem nieogar, muszę w końcu znaleźć czas na:
- naukę
- przygotowanie i spożycie posiłków
- pranie ciuszków, sprzątanie w pokoju
- prysznic (kolejki bywają)
a jeszcze zdałoby się w coś „pobawić” (tak nazywam naukę nieobowiązkową, często z ćwiczeniami „w warunkach laboratoryjnych” czytaj teoria + wirtualizacja

Hmm, od momentu dwa dni przed kompilacją jądra kolejne moje bariery zawalają się jak domek z kart. Tzn tracę naturalne opory, co z kolei może być niebezpieczne dla mnie i nie tylko. Tzn staram się nadal być grzeczna, ale pojawiłam się na imprezie, cośtam próbowałam w asmie, wyszłam sama na miasto (co planowałam pokoju nie opuszczać)…
Jeszcze nie daj Bóg skończy się na tym, że będę niegrzeczna:( i pół życia z pedantycznym przestrzeganiem wszystkich przepisów i regulaminów jak leci, ptak strzeli). Tak czy inaczej, jak ktoś mnie nie pozna, nie dziwić się, sama się nie poznaję. Ba, sama sobie nie ufam. To na razie, lecę do akademika.