1 dzień w akademiku

A co, opiszę to. Nie wiem czy wspominać go dobrze, czy źle. Pierwsza reakcja po wejściu do pokoju- tragedia. Syf, kiła i mogiła. Orzeł na ścianie hehe i sporo jakichś przestarzałych plakatów. Nie wiem co zasłaniają. Szczerze, mam to gdzieś. Jest sobota, 2 października 19.36. Nie mam sieci i nie będę miała jej do 14 (jak dobrze trafię) lub w ogóle (bo ograniczone). Faaajnie. O pokoju cichej nauki czy świetlicy, gdzie możnaby obejrzeć wiadomości mogę zapomnieć. (…A miało być tak pięknie. A miało nie wiać w oczy nam…) Najgorsze że plus ma tu kiepski zasięg, czytaj: ostatnia możliwość komunikacji z tymi których znam, lubię i szanuję zawodzi. Żeby nie słyszeć własnych myśli puszczam muzę i biorę się za książkę. W domu czytałam tylko w ciszy. Jestem w pokoju 4 osobowym. Za późno przyjechałam by załapać się na inny. Chwała Bogu że wzięłam trochę literatury, lapka, notatki z „zabaw” okresu tych wakacji. Nie wiem co myśleć. Poznałam ludków z pokoju obok. Masakra, przegięli z tymi kolumnami i wzmacniaczem. Tzn, imprezy murowane. Poprosiłam ich coby nieużywali tego przed sesją. Oni ok, ale max tydzień przed. Dalej. Rzekome życie studenckie okazało się prawdą. 3 razy P. Picie, palenie, pierdolenie. I to nie tylko pierdolenie siebie nawzajem, ale także pierdolenie wszelkich zasad i regulaminów. „Jest jedna zasada. Olać wszystkie zasady”. No ok, ja na to przystanę, ale tylko wtedy, gdy ten, co mnie do tego namawia weźmie konsekwencje na siebie. Ja mam przed sobą jeszcze kilka lat życia. Zbyt mało, by popieprzyć swoje plany własną lekkomyślnością.
Tak czy inaczej, plany mam takie, by nie siedzieć tu całymi dniami. Tzn na uczelni ile się da, potem stołówka, biblioteka…. Jak zamkną to dopiero na akademik.
Zastanawiałam się czy kryć się ze swoimi poglądami itd czy nie. Jednak postanowiłam grać w otwarte karty. Najwyżej będzie mi ciężej, ale nie będę przynajmniej udawać kogoś, kim nie jestem.
Co do plusów (tym razem nie plusgsm, z nim tu problem), poznało się paru ludzi. Było z kim o głupotach pogadać. O niegłupotach jeszcze nie było, ale to między bugiem a prawdą kwestia czasu. Gdzie dwaj lub trzej…. A co ja z resztą będę. Wiadomo jak jest.
Niech wybaczą mi ci, którym życie utrudnił brak kontaktu ze mną. Jakoś to zrekompensuję, mam nadzieję.

edit: hehe u tamtych byłam na imprezie jeszcze tego samego dnia