No dobra, mam te 21 lat i co? 20 rok na sumieniu. Wszystko co mogłam spieprzyć, to spieprzyłam, teraz muszę pić piwo które nawarzyłam, no co. 
Ale tak czy inaczej nie ma się co załamywać. Jak to powiedział mój dobry kumpel w 2008 czy 9 roku „Tylko <tu określenie ludzi, do których mam nadzieję że się nie zaliczam> się poddają”. Także z tego wynika że mi nie wolno. No mus to mus. A więc tak. Mam kilka postanowień na ten rok. 
-Zdałoby się odnowić kontakty zawarte w czasie technikum. Niestety, poszły w pizdu
-Trza się bardziej przyłożyć, bo dni uciekają a potem mam wyrzuty
-Zdam 1 sem ze średnią conajmniej 4.0 (to prawie nieprawdopodobne w moim wypadku, ale postanowienia noworoczne można klepnąć, a co)
-Zdam za 1 razem certa do którego się przygotowuję (nie stać mnie na poprawki i przesuwanie terminów)
-Będę się wcześniej budzić. Nie ma spania do 12 i później w wolne dni i budzenia się z bólem głowy (lenistwo jest jak kac)
-Zorganizuję planowane imprezy
-W czasie wakacji podejmę 1 pracę (przełamię się. Ale ostatnio mi to aż za dobrze wychodzi [znaczy przełamywanie się]).
Dobra, jak wrócę napiszę coś więcej