piatkosia2010 blog

Twój nowy blog

***

Brak komentarzy

Już mówię. Powyżej umieszcze 2 posty, które napisałam wcześniej, ale będąc offline. Teraz je tylko wkleję.
Co u mnie?
- ITCamp odwołany
- Atmosfera na listku się psuje
- Podejrzewają u mnie zespół Aspergera
- Zostałam przyjęta na Uniwersytet Zielonogórski na Wydział Elektroniki Informatyki i Telekomunikacji na informatykę.
Zmieniłam nr. tela, ale nowego nie rozdaję. Jak co, oba działają.

Hmm

1 komentarz

Z
pamiętnika pracowniczki obwodowej komisji wyborczej

Miałam
okazję pracować w takiej w te wybory. Chciałabym się podzielić
tym, co się tam działo.

Praca
komisji zaczyna się na długo przed wyborami. Szkolenia, sprawdzenia
lokalu etc. W dniu wyborów meldujemy się wcześnie rano. Część
jedzie po karty, raporty i inne szpargały, część (w tym ja)
otwiera lokal, rozwiesza rozporządzenia, i tak dalej. Potem, jak już
przyjadą tamci, zaczyna się ponowne przeliczanie kart do głosowania
(hmm, nie wiem jak tej komisji z telewizji wynik nie zgadzał się aż
o 12 kart. My liczyliśmy 3 razy, bo nam się wynik o 1 kartę nie
zgadzał). Po przeliczeniu każdą z kart się stempluje. To trochę
trwało, bo mieliśmy tylko jedną pieczątkę. Po tym (a może
raczej w trakcie) otwieramy lokal wyborczy. Tak rano jeszcze ruchu
nie ma, więc możemy kontynuować swoją pracę. O godzinie 8, 13 i
17 podajemy frekwencję do gminy. A w międzyczasie dowodzik, podpis
na liście (jak ktoś był z zaświadczeniem to wpisanie go), wydanie
karty. Niektórzy robili problemy, bo chcieli wejść bez
jakiegokolwiek dokumentu ze zdjęciem, bo podobno w ubiegłe wybory
mogli. No ale nasza komisja działała zgodnie z przepisami.
Pozdrawiam pana przewodniczącego, który był nieugięty w
egzekwowaniu tego przepisu. W międzyczasie kawka, herbatka,
ciasteczka… ale to na zapleczu. Jest taka zasada, że przynajmniej
3 osoby muszą być przy stole. Reszta tak naprawdę przy małym
ruchu może nawet iść/jechać do domu na obiad. A w ogóle to ekipę
mieliśmy fajną. Szło pogadać (a częściej posłuchać) o
wszystkim. Także czas zleciał naprawdę miło i szybko. Człowiek
się nawet nie spostrzegł, że to już 20 i trzeba zamknąć lokal i
przeliczyć głosy. Może zanim o tym, co w trakcie wyborów.

Frekwencja
nie była zbyt duża. No mieliśmy coś koło 60%, liczyłam na
więcej szczerze mówiąc, ale lepiej dla nas, było mniej pracy.
Niektóre chwile były sweet. Na przykład, jak zagłosowała
najstarsza kobieta w naszym obwodzie (96 lat), albo jak przychodzili
rodzice z małymi dziećmi i to one swoimi maleńkimi rączkami
wrzucały głos. Pewnie nie za bardzo wiedziały co się dzieje, ale
jestem pewna, że gdy dorosną, też będą chodzili na wybory. Nawet
spalić głos (tzn uczynić go nieważnym. Sama tak zrobiłam w 2
turze). I tak do 20 można było głosy oddawać. Ale jak kolejka
jeszcze jest, trzeba ją dokończyć. Także nie wiem jak to się
stało, że ludzie zostawali wyproszeni z kwitkiem, mimo że czekali
godzinami. Prawidłowo powinno odbywać się to tak. Ktoś z komisji
staje o 20 na końcu kolejki, a wybory toczą się aż do tej osoby.
Następnych już się nie obsługuje.

Ostatni
głos oddany, 20.02, podchodzę z przewodniczącym, komisyjnie
otwieramy urnę sprawdzając, czy nie jest naruszona. Kluczyk, ciach
i głosy lądują na podłodze. Dokładnie na podwyższeniu, które
normalnie jest sceną. Podchodzą pozostali członkowie, którzy byli
zajęci liczeniem frekwencji (liczyli podpisy na listach). Zaczynamy
dzielić głosy na kupki (wg kandydatów), potem po 10 je dzielimy,
rzędami po 10 dziesiątek. Tak łatwiej liczyć. Następnie jeszcze
raz przeliczamy (każdy bierze dziesiątki „wygenerowane” przez
kogo innego i sprawdza raz jeszcze czy jest ich 10, czy są z naszą
pieczątką, i czy nie są nie tego kandydata co pozostałe karty na
kupce). Potem podajemy wynik i sprawdzamy, czy ilość kart wyjętych
z urny jest równa ilości kart wydanych (podpisów na liście).
Liczymy też karty niewydane. Mieliśmy je poukładane po 50,
przeliczyliśmy rano, więc tylko liczymy „końcówkę”.
Oczywiście nigdy nie jest tak pięknie, że wyjdzie za 1 razem. Hmm
a ciekawe czemu ci z TV zostawili różnicę 12 kart bezpańsko. No i
przechodzimy do raportu. Najpierw piszemy je tradycyjnie na papierze,
ile uprawnionych, ile kart wydano, głosy ważne, nieważne, ile na
kogo było głosów itd. Następnie pani przydzielona przez urząd (z
poza komisji koniecznie) przeklepuje dane do „kalkulatora
wyborczego”, my podpisujemy wydruki, jeden wywieszamy w oknie.
Zbieramy wszystko, zaklejamy w koperty, podpisujemy je (co tam jest i
nasze parafki), stemplujemy i wrzucamy do worka którym przyjechały
karty do głosowania. Zamykamy lokal, wychodzimy i na tym się nasza
praca kończy. Nie wiadomo co TAK NAPRAWDĘ dzieje się z naszymi
głosami później. Oficjalnie idą dalej, ale nie mam żadnych
gwarancji. Wiem, że na etapie obwodowych komisji wyborczych wszystko
jest dokładnie i uczciwie. A co dalej? Wiem że wyniki idą oprócz
drogi papierowej przez sieć, i że idą po sslu generowanymi przez
kalkulator wyborczy binarkami. Pewnie jakoś zbiorczo. Raporty idą
dalej, do gminnych a potem okręgowych komisji, następnie co
centralnej. Ale czy raporty są prawdziwe? Ja drodze papierowej ani
sieciowej nie wierzę niestety. W sieci może każdy zmodyfikować, a
drogą papierową idzie z rąk do rąk, tworzone są zbiorcze, ktoś
przecież może wyniki „zmodyfikować”. Mogłabym nawet posunąć
się do stwierdzenia, że to co my robiliśmy być może nie jest w
ogóle brane pod uwagę. Dobra, bo jakieś czarne myśli mnie
nachodzą. Tak czy inaczej.

  1. Na
    poziomie obwodowych komisji wyborczych wszystko jest pięknie
    ładnie, wszyscy sobie patrzą na ręce, nie ma przekłamań (nie
    wiem jak u innych, ale u nas tak było)

  2. Nie
    wiadomo co z głosami dzieje się dalej. Karty zostają w gminie i
    nie idą dalej. A raporty… no cóż. Przecież przechodzą przez
    ludzkie ręce, a człowiek istotą myślącą jest. A jak wiadomo,
    Polacy lubieją kombinować.

Nie
wiem jak wy, ale ja na następne wybory pójdę. Chciałam sprawdzić,
czy na najniższym szczeblu są one demokratyczne i mogę sobie dać
głowę za to uciąć.

SASH- Stand alone sh

 

Dlaczego zdecydowałam się opisać tą powłokę? Bo żaden ze znanych mi „łbów” jej nie zna. Przykre co? Ale nie ma załamki. Widocznie jest mało znana, a mimo wszystko moim zdaniem warto jej się przyjrzeć. Na stronie autora projektu oprócz binarki nie ma o nim dosłownie nic. Wikipedia mówi niewiele, tylko cytuje manuala i nic więcej. W polskiej nic ciekawego nie ma tym bardziej. Sieć tak samo milczy. Czy moje synapticowe wykopalisko (znalazłam program jak czytałam opisy w synapticu) na prawde nie jest używane?

Sash jest bardzo okraszoną powłoką, ale nie odwołuje się do żadnych programów. Ma swoje własne, wbudowane polecenia. Nazwy takie jak we wszystkich innych powłokach, więc nie powinno być problemu z obsługą. Domyślnie powinien być kompilowany statycznie, i gdy instalujemy z paczki, tak się właśnie dzieje. Jest niewielka. Około 400 kilo ma, więc spokojnie można zasssać z sieci (w repo debiana jest, nie wiem jak w innych dystrybucjach) i poeksperymentować. Wbudowane komendy w sasha (nie wypisałam tych wewnętrznych, co są tylko w niej. Pełna lista po wpisaniu help):

-ar, -chattr, -chgrp, -chmod, -chown, -cmp, -cp,

-dd, -echo, -ed, -grep, -file, -find, -gunzip,

-gzip, -kill, -ln, -ls, -lsattr, -mkdir, -mknod,

-more, -mount, -mv, -printenv, -pwd, -rm, -rmdir,

-sum, -sync, -tar, -touch, -umount, -where

 

Przy sash-plus-patches lista komend nam się powiększa o -chroot, -pivot_root, i

-losetup

Jaką to daje przewagę dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba?

Ano wystarczy wrzucić ją na kompa będąc w gościach, i mamy wystarczające środowisko, które nie zostawi po sobie śmieci, nie użyje żadnej biblioteki, całość wraz z każdą słabością dokładnie znamy więc…

Ale nie tylko w gościach się przydaje. Wyobraźmy sobie sytuację, że system nam padł na amen. Nie działa nic (na przykład, po wykonaniu rm -Rf / tylko po to żeby sprawdzić czy linux zabije samego siebie, okazuje się że tak, skasowało się już nawet rm, ale jajo jeszcze jest, jako jedyne, bo zdążyliśmy w którymś miejscu anulować operację). No i ups… gruba zjadło, mamy tylko napis boot: no i wtedy wystarczy wpisać:

Linux init=/bin/sash (konkretnie ścieżka sasha) i będzie tykać. Nooo tykać a tykać. Generalnie, sash powstał właśnie jako shell ratunkowy. Może dlatego nie ma w nim takich udogodnień, jak tab-completion. Nie znajdziemy w nim też polecenia fsck, ponieważ jest trochę za duże, a z założenia sash miał być malutki, wszędzie się zmieścić i szybko dać się zassać z sieci. Jak widać, jest w nim komenda mounth, wystarczy więc podmontować /bin i używać aplikacji normalnie.

Gdy odpalimy sasha, powita nas taki ekran (rysunek 1). Po wpisaniu help, mówi nam o swej zawartości. Nie zrobiłam screena, gdyż jest tego trochę więcej niż rozmiar okna. Ale w skrócie pokazuje komendę i sposób wywołania. Uwaga o wywoływaniu komend w programie. Jeżeli wywołamy samo „ls”, wywołany zostanie rzeczywisty ls, o ile jest dostępny. Jeżeli mają zostać wywołane komendy wbudowane w program, należy poprzedzić je myślnikiem, na przykład „-ls”. Oczywiście wpisujemy bez cudzysłowiów. Aby korzystać „normalnie” z wbudowanych komend, należy wpisać aliasall.

Niech was nie zmartwi skromna ilość komend. Można spokojnie odpalać wszystko pozostałe, ale już z wykorzystaniem zewnętrznych libów. Oczywiście nie za bardzo da się w niej pisać skrypty. Lepiej do tego użyć sh. Co do komendy help- nie pokazuje ona wszystkiego co można w niej odpalić (i ani grama więcej) a tylko to, co jest w niej wbudowane. Więcej informacji uzyskacie po wywołaniu man sash. Jeśli są jakieś niejasności, wal na gg: 12704498 lub piatkosia@jabber.org

Dzięki za uwagę.

Piatkosia
Tak się nam przedstawia sash
Rysunek1: Tak się nam przedstawia sash.

Witam

2 komentarzy

Wlepię pożegnanie co miałam mówić na zakończenie ale zmieniono plan. Powód oficjalny: brak czasu. Oczywiście licencja creative commons, jak na wszystko, więc można robić z tym co się chce

Szanowni
Państwo! Drodzy koledzy i koleżanki.

 

30 kwietnia. Dzień jak każdy inny, ale dla nas jest to
szczególna data. Dzisiaj my- pierwszy rocznik Technikum Informatycznego
otrzymamy świadectwo ukończenia szkoły. Co się zmieniło przez te cztery lata? Z
pewnością wiele. Dzieci, które urodziły się w pamiętnym 2006 roku są już
przedszkolakami. Wiele drzewek posadzonych w 2006 roku zdążyło już wydać swoje
pierwsze owoce. Wielu umarło, wielu się urodziło, technologia poszła do przodu,
wielu twórców ukończyło swoje dzieła. A nasza szkoła? Czy i ona się zmieniła?
Szafki, sala, boisko, monitoring, nowe ławki, nowe okna, nowa elewacja. Wielu z
naszych młodszych kolegów i koleżanek nie pamięta jak było wcześniej i nie
widziała jak dużo się zmieniło.

Ale czy my się zmieniliśmy? Z pewnością tak. Przyszliśmy tu
jako podlotki. Nasze zdanie o tym, co się dzieje wokół było jeszcze
niewykształcone. Mieliśmy po 16 lat i było nas o wiele więcej. Ponad połowa z
nas nie dotrwała nawet do trzeciej klasy. Pozostało 12 wspaniałych. 12
niepokonanych. ( Tu piosenka niepokonani i filmik)

Tak, w ciągu tych 4 lat uczyliśmy się wielu rzeczy.
Kilkakrotnie zmienialiśmy swoje poglądy pod wpływem nabytego doświadczenia.
Uczyliśmy się tego, co wymaga od nas program nauczania, jednocześnie ucząc się
życia. Poznawaliśmy tajniki swojej sztuki. Zgłębialiśmy się coraz bardziej by z
czasem…

Teraz przed nami chwile prawdy. Będziemy się starali
pokazać, że nie zmarnowaliśmy tego czasu. Że mimo wszystko coś nam w głowach
pozostało. Że jesteśmy na tyle dojrzali, by podjąć studia wyższe i legitymować
się średnim wykształceniem. Że jesteśmy na tyle przygotowani, by podjąć
pierwszą pracę w zawodzie. Że jesteśmy na tyle dorośli, by budować
teraźniejszość i przyszłość naszej ojczyzny. Że jesteśmy na tyle dojrzali, by
być wzorem dla młodszych pokoleń. Stoimy w tym miejscu już jako absolwenci
Technikum Informatycznego przy Zespole Szkół im. Mikołaja Kopernika w Witnicy.
To, że tak jest, zawdzięczamy wielu osobom, którym w dniu dzisiejszym należą
się podziękowania.

Dziękujemy naszym rodzicom za trud włożony w nasze
wychowanie i wszelką pomoc, jakiej udzielali nam w czasie edukacji. Przecież w
cale nie musieli. Jesteśmy już dorośli i powinniśmy sami o siebie dbać. Ale
robili to. Z dobroci serca i z wielkiej miłości, jaką nas darzą. To im należą
się szczególne podziękowania. Gdyby nie oni, nie byłoby nas tutaj.

Dziękujemy wszystkim naszym znajomym. Kolegom i koleżankom,
każdemu z naszych przyjaciół i przyjaciółek. To oni wspierali nas w trudnych
chwilach dobrym i pokrzepiającym słowem, wyciągali nas z dołków, pomagali przy
zadaniach domowych i odstresować się po szkole. Dzięki nim miło spędzaliśmy
czas. I choć czasem odrywali nas od nauki, bez nich trudniej byłoby przeżyć ten
okres. Wielu z nich nie ma już na tej sali, bo odeszli układając sobie dalej
życie, wielu nigdy tu nie było, wielu jest tu obecnych. Wszystkim tak samo
należy się słowo „dziękuję”.

I wreszcie podziękowania należą się Wam, drodzy nauczyciele.
To dzięki wam nie zbłądziliśmy, gdy było takie ryzyko. To Wy wyznaczaliście nam
drogę i byliście niczym pochodnie w ciemnościach niewiedzy. To nasza wina, że
nie zawsze chcieliśmy czerpać z tego światła. Wiele słów, które zostały
wypowiedziane przez Was w pierwszej czy drugiej klasie, zrozumieliśmy dopiero w
trzeciej czy czwartej, potwierdzając je własnym doświadczeniem. Słowa te były
jak nasiona na pustyni, które czekały na odpowiednie warunki, by zakiełkować i
rozwinąć się. Za to, dziękujemy wam najbardziej. Dziękujemy za trud, który
włożyli Państwo w naszą edukację. Wieczorem podziękujemy Państwu imiennie. Przepraszamy
za to, że nie byliśmy dość ambitni i zbyt leniwi. Że chęci z Państwa strony
były, jednaj jak Wyspiański w Weselu napisał: „Ale oni nie chcą chcieć”. Tak
często nam się nie chciało. Tak często prosiliśmy, by tu cytat: „dzisiaj był
lajcik”. Dziś żałujemy każdej minuty, którą mogliśmy wykorzystać lepiej.

Dziękujemy każdemu, kto włożył choć jedną cegiełkę w
budowaniu nas jako dorosłych ludzi, nas, jako przyszłych informatyków, nas jako
wzorowych obywateli. Wszystkim jesteśmy bardzo wdzięczni.

Drodzy koledzy i drogie koleżanki z klas młodszych. Szkoła
ta była dla nas miejscem pierwszych razów. Pierwsza praca, pierwsza miłość,
pierwszy zawód, pierwsza sesja, pierwsze wybory, osiemnastki itd. Tutaj
dorastaliśmy i tutaj nabieraliśmy doświadczenia. Życzymy wam, abyście byli
odważni i nie bali się podejmować nowych wyzwań. Nie bali się tych pierwszych
razów, które przyniesie wam życie. Gdy los rzuci wyzwanie, bądźcie gotowi je
podjąć. Na tym dojrzałość polega. Bądźcie ambitni. Domagajcie się nowych
informacji. Bądźcie czynni w nabywaniu doświadczenia. Czytajcie, szukajcie,
dopytujcie się. Sięgajcie tam, gdzie nie sięga wzrok. Jest wiele metod, by to
uczynić. Nasi dziadkowie nie mieli takich możliwości. Na świecie jest tyle
tajemnic, które czekają, aż ktoś je rozwiąże. Być może i wy? Szansa jest.
Uważajcie tylko, by nikogo nie krzywdzić. Sami też nie lubicie być krzywdzeni.
Pomagajcie jedni drugim i dzielcie się wiadomościami. To jest jedyna droga do
postępu. Nie warto drugi raz zabierać się za wynalezienie koła. My odchodzimy
do historii. To do was należy przyszłość i teraźniejszość tej szkoły. To od was
zależy, ile z niej wyniesiecie. Życzymy, abyście wynieśli więcej od nas. Szkoła
będzie taka, jakimi wy będziecie. Na was spoczywa ten ciężar. My odchodzimy,
but show must go on.

Wczoraj wieczorem czytałam sobie Granicę Nałkowskiej i wpadłam na pewien ciekawy pomysł. Znaczy się, miałam już go tak od ósmego roku życia, ale dopiero teraz zdecydowałam się wyjść z propozycją do odpowiednich osób. Znaczy, wczoraj napisałam znajomym w esie. Dziś, albo jutro roześlę maile do firm produkujących drukarki. Ale do rzeczy.
Generalnie chodzi o to, by zaczęto drukować książki z fosforyzującymi literami. Ze względu na to, że litery byłyby z deka jasne, warto by je drukować na czarnym papierze. Wtedy możnaby je czytać zarówno w dzień, jak i w nocy. Czytałoby się to przyjemnie. Z pewnością taka technologia przydałaby się osobom ze światłowstrętem oraz geekom, którzy z pewnością docenią terminalowe barwy literatury i możliwość czytania nocą bez przeszkadzania osobom postronnym. Jak na razie pozostaje czekać. A nuż ktoś wprowadzi to w życie…

Za oknem zima, lecz ciepło w domu
Niech w święta nie będzie smutno nikomu.

Odłóż codzienność na bok w te dni

Niech magia świąt udzieli się ci.

Biorę w dłoń opłatek i życzenia ślę

Niech zło szerokim łkukiem omija cię

Niech szczęście sprzyja każdego dnia.

Niech wszystko wychodzi i nie będzie zła.

Gdy pierwszą gwiazdę ujrzysz na niebie,

Niech samo dobro spłynie na ciebie.

Niech się utrzyma przez następny rok

A tak w dwóch słowach: Wesołych świąt!!!

#listekklonu

1 komentarz

Czym właściwie jest #listekklonu


Piszę, bo zbyt wielu pytało. No więc tak. Kanał powstał 20 listopada 2008 roku. Czyli w czwartek rano. Mało prawdopodobne by było to właśnie wtedy, bo powinnam być w szkole, a tego dnia zawodowych nie miałam. Może to było na proglamowaniu, może na wolnej w bibliotece, nie mam pojęcia. Fakt faktem nie posiadam wcześniejszych logów, więc można uznać to za rzeczywistą datę powstania kanału, z poprawką tydzień przed maksymalnie. Powstał on generalnie jako oftop do #hack.pl i miejsce, gdzie można przekierować ludzi, którzy pierwszy raz na irca wbili. Tu można było gadać o rzeczach, o których „siara” gadać na #hack.pl. Można było mówić wszystko bez obaw, że ktoś to wykorzysta przeciw nam. Tutaj każdy mógł być sobą i o ile BYŁ GRZECZNY nie oberwał banem. Wszystkie konflikty staramy się bowiem rozwiązywać na bierząco. No więc tak: kanał nie jest absolutnie tematyczny i nie zawsze gada się „o tym co zawsze”. Oprócz tematów związanych z szeroko pojętym IT często pojawiają się tematy filozoficzne czy religijne. Często też rozmawiamy o życiu tak po prostu czy pomagamy sobie wzajemnie we wszystkim czym się da. Często zdarza się „wbić na kanał dla poprawieniu humoru” or sth. Niestety czasami wbija grupka trolli i nie chcą dopóścić innych do głosu. Czasami mam ochotę ich wykopać, czy poczęstować banem, ale to przecież miejsce dla wszystkich i każdy ma równe prawa. Przynajmniej z założenia. #listekkonu miał być swego rodzaju azylem dla zagubionych w sieci. Trochę grupą wsparcia. Miejscem, gdzie chce się wracać. Kanał ewoluuje wielokrotnie w ciągu miesiąca, w różnym kierunku i tak na prawdę, nawet ja, założycielka kanału nie potrafię odpowiedzieć na proste pytanie zadawane przez osoby gościnnie wbijające raz czy dwa i nie wracające więcej. A mianowicie:”Co to za kanał?”. Kanał jest taki jakimi są osoby na nim aktualnie przebywający. Siedząc chwilę dłużej, można się zorientować na co kogo stać i na kogo lepiej uważać. Generalnie każdy jest tak dobitnie inny, że społeczności zrzeszonej przy #listekklonu nie da się w żaden sposób scharakteryzować. W ogóle, co do kanału, to każdy ma pewnie swoją wizję czym jest, także warto popytać stałych bywalców

Symbolika
#listekklonu to nawiązanie do emblemu świeżo upieczonych kierowców. Znaczy: Jestem jeszcze początkujący i czuję się niepewnie na trasie. Dla mnie to ostra jazda, więc lepiej uważać. Ja sam(a) wybieram ostrożność, by nie skrzywdzić przypadkiem siebie i innych uczestników ruchu. I taki jest #listekklonu. Mimo że jest na nim sporo osób, które z pewnością do początkujących nie należą.

Rada kanału
Rada kanału jest to grupa 5 osób (+ boty, ale chyba @ przy nicku nie robi jeszcze nikogo członkiem rady), które z założenia mają działać dla dobra kanału i jego członków. Mają status operatora, a poza tym mają status mastera kanału u Q. Q i jego dodatkowe statusy przeciwdziałają takeoverom. Dzięki temu nikt kto nie został wybrany do rady kanału nie dojdzie do władzy. Zamach stanu jest niedopuszczalny. Członkowie rady starają się, aby na kanale był względny spokój. Pomagają w rozwiązywaniu konfliktów, przywołują do porządku, a w przypadku pernamentnego naruszania netykiety, czy klnięcia co chwila i naruszaniu godności osobistej innego członka kanału sypie bana. I tak caretaker zdejmie za 2 godziny, ale taki ktoś będzie miał czas do zastanowienia nad sobą.

Info ogólne
Kanał główny znajduje się na quakenecie i nie jest zabezpieczony hasłem ani invite only jak na razie.
aby wbić, wpisz /server irc.quakenet.org (tudzież inny server quakenetu)
a potem /join #listekklonu
Jeżeli nie masz pod ręką żadnego klienta IRC to poszukaj bramki np. webchat.quakenet.org i wpisz w polu nick swój nick a w

polu channel #listekklonu


http://www.shutdown.unix.net.pl/AngelaUE2.mp3

Z tym że kasa idzie na szkołę. No dobra, już się nie muszę tego uczyć, biorę się za inne rzeczy.

OI -  Tak jakoś nie za bardzo miałam pomysł, jak się za nie wziąć. Zamotali polecenia ciut i nie zbyt rozumiem co autor miał na myśli.
OWIJP (polski)- Nie powiem że się nie przygotowałam, bo miałam materiały i wystarczyło złożyć (18 stron A4 na wydruk). No ale…
Nasza polonistka kazała mi przynieść plan pracy i w miarę możliwości całość, w celu naniesienia poprawek. Na co oczywiście nie mogłam się zgodzić. Jakbym nie wiedziała, że lepiej to mnie na wykopie by potraktowali…
Podejrzewam że przez ubiegłe 3 edycje przechodziłam tylko dlatego, że komisja dostawała coś, z czym nie ma zwykle do czynienia. Coś co nie jest pisane pod typowych humanistów, ani przez nich. Coś, co widzą pewnie po raz 1024. A tak by to pewnie wyglądało. Poleciał by styl, mogłaby być ingerencja w treść i co by to nie było, w oczach pani J* wypadłabym kiepsko.

PS planuję conieco nawrzucać na dniach

No więc tak. Ograłam jakiegoś łebka z 3gim, słyszałam 5 przez 10 z uwagi na niski zasięg itd itd itd
Można posłuchać na linkach poniżej. Dzięki Komek i Shutdown za nagranie
 
http://www.speedyshare.com/525569888.html


http://shutdown.unix.net.pl/AngelaUE.mp3

PS w pozdrowieniach powiedziałam w virtualu i w sieci a miało być w realu i w sieci. Także mój błąd, przepraszam. Znajomi z którymi widzę się twarzą w twarz też mogą się czuć pozdrowieni;)
Naprawię to w niedzielę.

Przypominam wszystkim o wywieszeniu flagi;)
POLSKO WALCZĄCA NARÓD JEST Z CIEBIE DUMNY


  • RSS